Szare chmury nad Stawem Raszyńskim
Nad jednym z kluczowych zbiorników rezerwatu – Stawem Raszyńskim – zgromadziły się symboliczne „szare chmury”. Ostatnia fala afrykańskich upałów obnażyła głęboki kryzys hydrologiczny. Przyjrzyjmy się temu, co dzieje się pod powierzchnią wody.
Afrykański przełom czerwca i lipca
Ostatnie dni były dla całej podwarszawskiej przyrody gigantycznym testem wytrzymałości. Lokalna stacja meteo w Falentach zarejestrowała w cieniu rekordowe temperatury w okolicach 40°C. Tak ekstremalna temperatura powietrza, połączona z całkowitym brakiem opadów i bezwietrzną aurą, błyskawicznie przełożyła się na sytuację w rezerwacie.
Płytka woda w Stawie Raszyńskim nagrzała się do niespotykanego poziomu 30.8°C. Zbiornik, pozbawiony głębszych, chłodniejszych stref, na kilka dni zamienił się w gorącą zupę.
Cicha walka o każdy łyk powietrza
Tak wysoka temperatura niesie za sobą bezwzględne prawa fizyki i biologii: im cieplejsza woda, tym mniej tlenu jest w stanie się w niej rozpuścić. Kulminacja kryzysu nastąpiła we wtorek, 30 czerwca. Wtedy to, w najtrudniejszym porannym momencie, automatyczne czujniki monitorujące staw zarejestrowały krytyczny spadek tlenu do wartości bliskich absolutnemu zeru. W praktyce oznacza to, że w wodzie przez kilka godzin niemal całkowicie brakowało życiodajnego gazu do oddychania.
Na szczęście natura dała nam chwilę wytchnienia. Ostatnie ochłodzenie i spadek temperatury powietrza pozwoliły wodzie ostygnąć do okolic 23°C. Dzięki temu procesy gnilne wyhamowały, a poziom tlenu ustabilizował się w bezpieczniejszych, gwarantujących przetrwanie rejestrach. Najgorszy scenariusz – masowe śnięcie ryb – na ten moment został zażegnany, ale problem nie zniknął.
Efekt „zagęszczania wywaru”
Odpowiedź kryje się w całkowicie zaburzonym bilansie wodnym zbiornika. Z jednej strony, przez nieszczelności w grobli woda ze Stawu Raszyńskiego stale ucieka do obniżonego koryta rzeki Raszynki. Z drugiej – drastycznie osłabło jego zasilanie „u źródła”. Dopływ ze źródlisk w Laszczkach oraz z wyżej położonych stawów, które powinny stale zasilać i odświeżać Raszyński, jest obecnie znikomy.
W efekcie, przy braku nowej wody i ciągłym odpływie starej, zbiornik z każdym dniem kurczy się i spłyca, co doskonale widać na fotografiach odsłaniających suche obrzeża i mielizny.
Mniejsza objętość wody przy tej samej ilości materii organicznej (np. obumarłych roślin czy odchodów ptasich) wywołuje tzw. efekt zagęszczania. Przegrzanie osadów dennych powoduje, że z dna odrywają się pęcherze gazów, które bezustannie mącą wodę i unoszą lekki muł w całą toń zbiornika. Staw bez przerwy walczy z własnym, wewnętrznym zanieczyszczeniem.
Jakie działania są pilnie wymagane?
Staw Raszyński udowodnił, że stracił swoją naturalną zdolność do samoregulacji. Samo czekanie na deszcz nie rozwiąże problemu, ponieważ każda kolejna fala upałów powtórzy ten sam, niebezpieczny schemat. Aby uratować ten element rezerwatu, konieczne są konkretne kroki:
-
Pilna naprawa infrastruktury hydrotechnicznej: Uszczelnienie uszkodzonej grobli i zatrzymanie ucieczki wody do rzeki Raszynki to absolutny priorytet. Wyższy poziom wody to większa pojemność termiczna i mniejsze stężenie zanieczyszczeń organicznych.
-
Wprowadzenie napowietrzania mechanicznego: Przykład Stawu Falenkiego pokazał, że sztuczne napowietrzanie (aeratory) potrafi utrzymać bezpieczny poziom tlenu nawet w najgorsze upały. Staw Raszyński w okresach kryzysowych również potrzebuje takiego technicznego „respiratora”.
Stawy Raszyńskie to nasz wspólny skarb. Dzięki nowoczesnemu monitoringowi automatycznemu wiemy dokładnie, co i kiedy boli tutejszy ekosystem. Czas przekuć tę wiedzę w realne działania, zanim szare chmury nad rezerwatem zamienią się w nieodwracalną katastrofę.


